M jak miłość? Nie. W moim przypadku to raczej M jak maruda.
Znowu przyszło spakować plecak. Fakt, że za każdym razem kiedy pakuję plecak i zakładam treki, a przede wszystkim wychodzę z domu cieszę się jak głupia, jednak nie dziś. Całonocne czuwanie nad kompem.
Pisanie, pisanie i jeszcze raz pisanie. Nawet czekolada nie pomaga. Nigdy więcej pisania wniosków, żadnej kultury Łemkowskiej, układania słów w zgrabne zdania. Nigdy więcej pieczenia ciastek, ciasteczek, babeczek. Ręka noga mózg na ścianie. Na szczęście na kurs jedzie się raz w życiu. Oczywiście przypadła mi rola diabła, wprost idealna. Policja na Popiełuszki. Na dworze tragedia. Kwitną moje fiołki, mogłyby kwitnąć przez cały rok. Uwielbiam tamtędy przechodzić.
"Dobijam się i pytam czy otwarte" Chyba bezsensownie.
http://www.youtube.com/watch?v=mmMkCpSjqPo&ob=av2n
Przeczytałam Twoje 3 notki. Hue hue! :-) Ptaszyneczka bloggereczka. :-) Dobry był kurs. Nie powiesz, że nie. :-)
OdpowiedzUsuńNie powiem, że nie.
OdpowiedzUsuń